Dysonans poznawczy
Dysonans poznawczy
- Słuchajcie,
kochani, mam do przekazania bardzo ważną wiadomość. – oznajmiła Halina Bronowska
podczas kolacji. Jej oczy świeciły tego dnia niezwykłym blaskiem. Wzbudziła tym
zainteresowanie swego niedawno poślubionego męża Sławka i córki z pierwszego
małżeństwa – Ani.
-
Mamo, mów wreszcie, bo pękniemy z ciekawości – krzyczała Anka. Jej mama zwróciła
uwagę na to „my”. Wreszcie jej córka i jej mąż żyją w jako takiej komitywie.
-
Dobra, dobra, już mówię. Będę miała drugie dziecko. – oznajmiła wreszcie.
-
Sama? – zapytał Sławek dowcipnie;
-
No, chyba… nie. – zaczęła się wesoło
jąkać;
*
Zaczęło
się pięknie. Halinka Górska, wówczas licealistka, niewysoka szatynka z długimi
włosami upiętymi w kucyk uczyła się właśnie do klasówki z angielskiego. Swoją
przyszłość widziała jako lektorka i tłumaczka, dlatego do nauki języka przykładała
się bardziej niż do innych przedmiotów. Było listopadowe popołudnie, za oknem
plucha, ciemno. A ona przy cichych dźwiękach Budki Suflera wkuwała słówka i
zgłębiała meandry angielskiej gramatyki. Jak wiele dziewcząt w tym wieku
marzyła o rycerzu na białym koniu, który przyjedzie i zabierze ją do krainy
mlekiem i miodem płynącej. Dźwięk dzwonka przerwał jej naukę. Odłożyła
podręcznik i poszła otworzyć. Jej oczom ukazała się klatka piersiowa okryta flanelową koszulę w czerwono
- granatową kratę wystającą spod rozpiętego, skórzanego płaszcza.
-
Dzień dobry, szanownej Pani, ja bardzo przepraszam, że przeszkadzam, nazywam
się Krystian Olbaczewski, chciałbym zająć Pani chwilę. – usłyszała uśmiechnięty, sympatyczny głos.
Spojrzała w górę i zobaczyła gładziutko wygoloną, twarz Apolla otoczoną jasną
czuprynką. Błękitne oczy patrzyły teraz na nią z wysokości i czekały na jej
decyzję.
Kupiła
wtedy komplet bardzo drogich ścierek do kurzu, które biorąc pod uwagę cenę,
powinny same ruszać się i sprzątać. Rodzice złapali się za głowę, gdy wrócili.
Potem pan akwizytor przychodził do niej coraz bardziej towarzysko. Już nigdy
nic od niego nie kupiła. Tuż przed maturą Halinka poczuła się źle. Udała się do
lekarza, który potwierdził jej przypuszczenia. Spodziewała się dziecka.
Przystojny
akwizytor stanął na wysokości zadania, natychmiast oświadczył się.
Ślub
był piękny, a tuż po nim huczne wesele. Po weselu państwo młodzi zamieszkali w
czteropokojowym mieszkaniu na Olbrachta, które było składkowym prezentem obu
rodzin. Krystian studiował zarządzanie i marketing, a w pozostałych godzinach
zajmował się wmawianiem gospodyniom domowym, że potrzebują dokładnie takiego
sprzętu sprzątającego, jaki oferuje jego firma. Ona zaś była szczęśliwa, że
zdała maturę. O studiach nie było mowy, ciążę znosiła bardzo źle, musiała
leżeć. I chyba wtedy świeżo poślubiony mąż przestał ją szanować.
-
Dlaczego tu jest taki syf? – krzyczał niemal od drzwi, widząc brudne naczynia w
zlewie lub kurz na meblach, co ty robisz przez całe dnie, ja się pytam do
jasnej cholery! – krzyczał widząc żonę leżącą pod kocem.
Wstawała
wtedy, próbowała sprzątać, ale często zdarzało się, że robiło jej się słabo.
-
No, nie udawaj, nie udawaj, trzeba było wcześniej się postarać. – tłumaczył
nieco łagodniej;
Pewnego
dnia, podczas porządków dostała krwotoku, sama wezwała pogotowie. Ania urodziła
się w siódmym miesiącu ciąży.
Ze
szpitala przywiozła ją Agata. Oczywiście taksówką, bo na bycie kierowcą była za
młoda. Nieco wyższa od siostry, energiczna brunetka miała zaledwie piętnaście
lat, ale to ona pierwsza zorientowała się, że coś jest nie tak. Halinie trudno
było rozmawiać z taką małolatą. Jednak to ona była jej wsparciem przez następne
lata. Krystian skończył studia, założył swoją firmę, ciągle chodził na firmowe
bankiety, wracał pijany, wyżywał się na żonie. Kiedy po raz pierwszy Agata, już
osiemnastoletnia była świadkiem agresji szwagra wobec siostry, zaczęła namawiać
Halinę do odejścia od męża. Obiecała, że nic nie powie rodzicom.
Wkrótce
młodsza z sióstr poznała przystojnego studenta prawa, Piotra i zakochała się. Dostała się na psychologię. Wyszła zamąż i
zamieszkała wspólnie z Piotrem, którego kariera prawnicza dość szybko rozwijała
się. Wielokrotnie państwo Kowalczykowie przechowywali u siebie małą Anię, która
bała się swojego ojca. Agata, jako przyszła pani psycholog próbowała wpłynąć na
starszą siostrę, aby przerwała łańcuch przemocy w ich rodzinie. Mąż sędzia
wspierał ją.
Panie
w przedszkolu zapowiadały Halinie, że będą musiały zgłosić problem do opieki
społecznej, bo widziały u dziewczynki siniaki, widziały podbite oczy jej matki,
zmieniały jej przemoczone ubranka, zgłaszały matce, ale chyba również bały się
Krystiana, który raz przyszedł mocno pijany i zaczął się awanturować w
placówce, domagając się, aby odczepiły się od niego i jego rodziny.
Mniej
więcej w czasie, gdy mała Ania rozpoczęła naukę w szkole, zmarł jej dziadek, a
babcia rozsypała się psychicznie. Ciocia Agata już obroniła dyplom psychologa i
niedawno urodziła synka, Adasia. Matka
zapisała Anię do szkoły mieszczącej się blisko domu babci i cioci Agaty, bo tam
spędzały coraz więcej czasu. Agacie w ten sposób łatwiej było godzić opiekę nad
matką z pomocą siostrze i co ważne –ze swoim życiem rodzinnym. Halina patrzyła
na swą młodszą o pięć lat siostrę z ogromną wdzięcznością i podziwem. Ona nie
była tak doskonale praktyczna, dobrze zorganizowana. Na dodatek jej związek z
Piotrem był o tyle przydatny, że doradzał Halinie w jej prawach i możliwościach
postępowania z mężem. Niestety, ona była zbyt zagubiona, nie miała siły na to,
aby podejmować jakieś środki prawne względem męża.
Aż
nadszedł dzień, poniedziałek trzeci
dzień marca dwa tysiące ósmego roku. Po południu przyszły z Anią do swojego
mieszkania, bo babcia czuła się bardzo źle, przyjechało pogotowie, nie chciały
robić zamieszania. Poza tym musiały zabrać trochę swoich rzeczy. W mieszkaniu
babci nie bardzo miały gdzie je trzymać. Miały nadzieję, że Krystian będzie w
pracy. Zwykle wracał koło dwudziestej. Nie miały szczęścia, tym razem wrócił
znacznie wcześniej, pijany i wściekły okropnie.
-
Co tu robisz? Gówniarę przyuczasz, żeby własnego ojca okradała! Ty taka owaka, zołzo wredna! – Halina wtedy chyba po
raz pierwszy przyznała rację swemu szwagrowi, że fakt, że ona z córką tuła się
po rodzinie, a jej oprawca żyje sobie jak panisko w czteropokojowym mieszkaniu
to totalna paranoja. Niestety, zwerbalizowała tę myśl.
-
Uważaj sobie na to, co mówisz! – rozsierdzony mąż chwycił nóż i przytknął jej
do twarzy. Halina w tym momencie myślała tylko o tym by chronić małą Anię,
która zaczęła przeraźliwie krzyczeć. Jej matka natomiast stała nieruchomo. Gdy przeniósł swą agresję na dziewczynkę,
ruszyła, aby osłonić dziecko. Wtedy poczuła ostrze noża wbijające się w czoło.
Po chwili straciła przytomność. Krzyki ośmioletniej Ani usłyszała mieszkająca
piętro wyżej pani Jadwiga Kamińska, pielęgniarka, która szykowała się na dyżur. Była w domu razem z dziewiętnastoletnim
synem, Zbyszkiem i małym Maćkiem, wezwała policję, jej syn zbiegł na dół i
zaczął dobijać się do drzwi, alarmując
pozostałych sąsiadów. Odzew jednak nie był zbyt wielki. Słysząc co się dzieje,
Krystian otworzył drzwi i wybiegł z mieszkania potrącając Zbyszka. Chłopak
upadł na schody i mocno uderzył się w biodro, ale szybko wstał, zajrzał do
środka i chwycił małą za ręce i zaprowadził do swojego mieszkania. Dowiedział
się, że mama ma w komórce telefon do Cioci Agatki. Nadjechało pogotowie i
policja.
Krystianowi
udało się uciec. Halina wyszła ze szpitala po trzech tygodniach. Miała
nadzieję, że jej mąż tam się nie pojawi.
Halina
opuszczała szpital pełna mieszanych
uczuć. Była to kobieta
trzydziestotrzyletnia, niewysoka szatynka o bardzo zniszczonej twarzy. Nie,
pani Halina nie była alkoholiczką, ani kobietą zaniedbaną. Chociaż doświadczenie życiowe bardzo
odcisnęło swe piętno na jej twarzy. To piętno stanowiło kilka brzydkich szram.
Jedna na czole, druga wzdłuż prawego policzka, kolejna od lewego ucha w dół
szyi. Miała szczęście, że nie zostało uszkodzone oko ani obcięte ucho.
Spakowała
już swoją torbę, dostała od lekarza wypis i zobaczyła wchodzącą energiczną
postać swojej młodszej siostry – Agaty.
-
Ojej, bałam się, że nie zdążę, Adaś strasznie dziś marudził. – powiedziała
drobna blondynka wbiegając do szpitalnego pokoju.
-
To trzeba było przy nim zostać. – odpowiedziała jej siostra, nieco skrępowana
byciem obiektem troski i pomocy.
-
I tak musiałam go zostawić w żłobku, bo po południu idę do pracy.
-
Dzięki, że przyjechałaś po mnie.
-
No, coś ty, jak mogłabym nie przyjechać?
-
Gdzie jest moje dziecko? – lęk o Anię był dominującym uczuciem Haliny.
-
Ania mieszkała przez te dni u mnie, zaprowadziłam ją do szkoły. Zanim dojdziesz
do siebie, może mieszkać u nas.
-
Nie, chciałabym ją już dziś odebrać. Bardzo za nią tęsknię.
-
Dobrze, to przyjdziemy po pracy do Ciebie, ale ty nie dasz rady jej odbierać i
wysyłać codziennie. Proszę, zgódź się chociaż na te kilka dni.
-
Dzięki, kochana jesteś. – Halina bezradnie przyznała siostrze rację i zgodziła
się.
-
Od tego są młodsze siostry. - Agata, choć była znacznie niższa od Haliny, energicznie
wzięła siostrę pod rękę i udały się na szpitalny parking, gdzie stało
zaparkowane czerwone volvo.
-
O, nowy samochód?
-
Używany. Ale tak, dla nas nowy. Brat Piotrka kupił sobie mercedesa i
sprzedawał, to kupiłam.
-
Widzę, że nieźle się wam powodzi.
-
Się pracuje, się ma. – skomentowała młodsza z sióstr;
Zaparkowały
przed domem, który do niedawna Halina zajmowała ze swoim mężem. Wysiadła z auta
i poczuła, że kręci jej się w głowie.
-
Co jest siostrzyczko? – Agata natychmiast przerwała wypakowywanie torby z
bagażnika.
Agata
zostawiła siostrę i udała się do swojego domu. Musiała odebrać
pięciomiesięcznego Adasia ze żłobka, Anię ze szkoły, odgrzać obiad mężowi. Już
wychodziła, gdy rozległ się dzwonek jej telefonu. Po krótkiej rozmowie
uśmiechnięta wróciła do pokoju i oznajmiła siostrze.
-
Słuchaj, zmiana planów. Zostaję u Ciebie.
-
Tak, a twoje obowiązki? – Halina lekko zaniepokoiła się.
-
Wygląda na to, że ja znalazłam ideał męża. Za godzinę przyjedzie Piotr z
dziećmi i z obiadem.
Halina
długo dochodziła do siebie z pomocą rodziny. Blizny na twarzy powoli się goiły,
coraz lepiej udawało się je ukryć za pomocą odpowiednich kosmetyków. Obecność
Ani i konieczność zapewnienia jej bezpiecznego dzieciństwa motywowało ją do
wzięcia swojego życia w garść.
Ania
na początku była bardzo niespokojna, w szkole zdarzały jej się problemy z
koncentracją, zdarzały jej się zachowania agresywne. Halina przeniosła ją do
szkoły integracyjnej, gdzie w małej klasie, pod opieką lepiej przygotowanych
nauczycieli uspokajała się. Tuż po rozpoczęciu roku szkolnego w nowej szkole
Ani, jej mama dostała wiadomość z policji, że znaleziono zwłoki mężczyzny,
który prawdopodobnie może być Krystianem. Razem ze szwagrem pojechała
zidentyfikować ciało. To był on. Przerażenie wymieszało się jej z poczuciem
ulgi. Podobnego dysonansu emocjonalnego doświadczyła Ania, której było przykro,
że straciła ojca, ale z drugiej strony cieszyła się, że już nikt nie będzie jej
bić, krzyczeć, atakować ani jej ani mamy. I wstydziła się tych uczuć. Trochę czasu
zajął obu powrót do jako takiej równowagi.
Halina
podjęła pracę na poczcie. Pracowała w nocy segregując przesyłki, dzięki czemu
mogła po pracy odprowadzać Anię do szkoły, spać, następnie przyrządzać obiad i
po odebraniu córki organizować porządki, Pewnego dnia, gdy już skończyła swój
dyżur i sprzątała swoje stanowisko pracy, podszedł do niej jeden z listonoszy,
który miał od niej odebrać przesyłki do poroznoszenia.
-
Dzień dobry! Nareszcie te przesyłki są posegregowane, jak trzeba, od razu
lepiej się pracuje. – zagadał do Haliny;
-
Dziękuję, staram się. – odpowiedziała uprzejmie. Kątem oka zobaczyła, że
spostrzegł blizny na jej twarzy i w zbudziły w nim przerażenie. Przyzwyczaiła
się. Podobne reakcje wywołała, gdy poszła zapisać córkę do nowej szkoły. Ale
tam mogła szczerze opowiedzieć swoją historię. Nie liczyła już na to, że czeka
ją w życiu miłość. Mężczyzna był niewysokim, łysiejącym brunetem o bardzo
pogodnej twarzy.
-
Sławek – przedstawił się jej zdejmując czapkę – Miłego dnia;
-
Halina. Wzajemnie. – odpowiedziała mu równie zdawkowo.
Następnego
dnia sytuacja się powtórzyła, Sławek znów do niej zagadał, gdy się pakowała.
Złapała się na tym, że coraz wolniej kończy pracę, czeka na nowego znajomego.
Po kilku tygodniach Sławek odważył się zaprosić ją na popołudniowy spacer.
Rodzina od razu zauważyła zmianę w wyglądzie i samopoczuciu kobiety.
-
Przyznaj się, coś się dzieje w twoim życiu? – zagadnęła Agata po pewnym czasie.
-
Wiesz, spotykam się z takim jednym listonoszem. – z rumieńcem godnym nastoletniej
siksy przyznała się Halina.
-
Dobra, robię kawę, opowiadaj. – stwierdziła młodsza siostra rozpalona ogniem
ciekawości.
-
Ma na imię Sławek, ma trzydzieści sześć lat, jest kawalerem, pracuje jako
listonosz, pięknie śpiewa, grał kiedyś w jakiejś kapeli młodzieżowej, czasem
grywa na weselach, świetnie tańczy i jest bardzo pogodny i lubiany w pracy.
-
No, no, brzmi ciekawie. Bardzo się cieszę. – skomentowała Agata;
-
Wiem. Ale ja chyba nieprędko mu tak całkiem zaufam. – zakochana kobieta nieco
posmutniała. Agata przytuliła ją.
-
Wiem, wiem, kochanie. Ale z czasem wam się ułoży. Zasłużyłaś na prawdziwą
miłość. – mówiła łagodnie, jak do dziecka.
Sławek
okazał się bardzo dobrym człowiekiem. Po pół roku znajomości odważyła się
przedstawić go Ani, potem reszcie rodziny. Wzbudził zaufanie wszystkich. Ania
zachowała pewien dystans, ale jakoś się przekonywała. Wkrótce Sławek
zamieszkał z nimi. Halina była
przeszczęśliwa, Ania trochę mniej. Okazało się, że nowy wujek wprawdzie nie
posiada swoich dzieci, ale wychował się w domu pełnym dzieci, bo jest środkowym
z piątki rodzeństwa i od swoich rodziców odebrał doskonały przykład wychowania.
Od razu wskazał swej ukochanej, że mała owinęła ją sobie wokół palca, w ogóle
nie liczy się z jej zdaniem, zawsze osiąga założone przez siebie cele.
Rzeczywiście,
ze szkoły przychodziły pewne skargi na zachowanie dziewczynki, okazało się, że
nadal zdarzają się niestosowne zachowania względem innych dzieci.
Halina
nadal pracowała w nocy, jej partner wychodził do pracy rano, wyprawiwszy Anię
do szkoły. Dziewczynka nie była z tego zadowolona, bo robiąc jej śniadanie
nigdy nie dał się naciągnąć na słodycze czy inne smakołyki nie wskazane na
śniadanie. Wychodził razem z nią, w pracy spotykał się z ukochaną. Gdy wracał,
ona akurat się budziła. Robili obiad, pranie, rozmawiali. Potem, gdy
przychodziła dziewczynka, pomagał jej w lekcjach, ale nie tak jak mama, której
zdarzyło się wcześniej kilka razy podać jej gotowe rozwiązania, lub napisać
jakieś opowiadanie. Nawet tak sprytnej i pełnej wdzięku osobie, jaką była Ania
nie udało się przebłagać ojczyma, aby podał jej chociaż jedno rozwiązanie.
Każde zadanie, ba, każdy przykład musiała rozwiązywać sama, wysłuchawszy
wcześniej odpowiedniego tłumaczenia.
-
Chyba wolałam, kiedy ojciec żył. Dostałam trochę, ale nie musiałam się tak
męczyć. – wyjaśniła pewnego dnia Ania swej matce. Halina znów miała powód do
zmartwienia.
Komentarze
Prześlij komentarz