Rodzinne manewry

                         11. Rodzinne Manewry
To była noc pełna wrażeń. Pielęgniarka ze szpitala wolskiego, Dorota Bogusiewicz, rudowłosa filigranowa kobieta wracała rankiem z nocnego dyżuru. Zaczęło się już wieczorem, pacjentce po operacji wyrostka pękły szwy, musieli jeszcze raz operować. Potem młoda pianistka po operacji ręki dostała histerii. Nie ma co się dziwić dziewczynie, bo cała kariera była w rękach chirurgów. A najgorszy ze wszystkiego był ten pan Bednarek, czekający na usunięcie guza płuc, wciąż chodził na papierosa i musiała go pilnować. Była  wdzięczna przyjaciółce, Basi, psycholog, która zgodziła się zaopiekować w nocy Karolkiem. Poza zwyczajną, przyjacielską opieką nad dzieckiem, specjalistka pomagała chłopcu uporać się z traumą, jaką było dla niego ojcowskie wychowanie i przemoc. Adam dostał cztery lata, postanowiła w tym czasie pozbawić go praw rodzicielskich i wyprowadzić syna z zaburzeń zachowania. Basia sama była osobą po traumatycznych doświadczeniach. Razem z siostrą bliźniaczką zostały zabrane z bardzo patologicznej rodziny, następnie tułały się po domach dziecka i rodzinach zastępczych, niesamowitym wysiłkiem skończyły studia Basia – psychologię, Kasia – medycynę. Obie założyły rodziny, Kasia w międzyczasie owdowiała i wyszła drugi raz zamąż, urodziła kolejną trójkę dzieci. I po czterdziestu latach okazało się, że w szpitalu, w którym się urodziły nastąpiła dramatyczna pomyłka. Wydała się przypadkiem. Basia miała operację ginekologiczną, po której wystąpiły jakieś powikłania, potrzebna była transfuzja krwi. Kto mógł bardziej pomóc niż bliźniaczka? Wiadomo, że Kaśka od razu zgłosiła się. I szok…  Okazało się, że nie są nawet spokrewnione. Przyjaciele Tosia i Filip opowiadali, że w Tesco spotkali kiedyś kobietę, która była identyczna jak ona, że nie mogli uwierzyć w pomyłkę. I tak, kiedyś, przed Wielkanocą, podczas przedświątecznych  zakupów, Basia chwyciła packę z mięsem i poczuła dziwny opór. Spojrzała zaskoczona i stwierdziła,  że tę samą packę chwyciła identyczna kobieta, nawet podobnie ubrana. Okazało się, że też jest psychologiem, tylko skończyła studia na dawnym ATK. I okazało się, że Angelika wychowała się w dobrej, kochającej rodzinie, ma brata lekarza, który pływa razem z marynarzami na statkach, mieszka w Gdyni. I tu nastąpiła cała seria wybuchów ludzkich emocji, przetasowania różnych relacji, odkrywania sensu życia na nowo. Najbardziej ucierpiała emocjonalnie pani Doktor Kasia, która zamiast dobrego ciepłego domu miała coś, co dziewczyny nazywały jednym wielkim pierdzielnikiem.  Dorota z troską myślała o przyjaciółce i próbowała sobie wyobrazić, co zrobiłaby, gdyby okazało się, że ona jest kimś innym niż jej się wydaje. Nie potrafiła ogarnąć problemu. Zastała Karolka podczas porannej toalety. Basia robiła mu śniadanie.
- Jestem już, kochana, dzięki jeszcze raz! – powitała ją całując w policzek.
- Nie ma za co, kochana! Bardzo dobrze nam się współpracuje, prawda, Karol? – zapytała pogodnie.
- Prawda, ciociu! – odpowiedział rezolutny blondasek.
                         *
Lekarz wojskowy był mężczyzną zapewne dobiegającym sześćdziesiątki, słusznej postury, z okrągłą twarzą otoczoną mocno już przerzedzoną siwą czupryną i grubymi okularami. Przed nim był jeden z wielu tysięcy rekrutów, których badał w swoim życiu. I jednym z tej niemałej liczby takich, którym musiał przekazać niezbyt korzystną diagnozę. Nie wzbudzało to w nim szczególnych emocji.
- Niestety, nie może pan zostać przyjęty do wojska, ma pan zbyt dużą wadę wzroku; - Dla Adama zaś słowa te oznaczały wyrok. Oto legły w gruzach marzenia od dziecinnych lat, zawalił się cały świat.  Adam Bogusiewicz, syn Zygmunta, kaprala Zygmunta Bogusiewicza nie nadaje się do wojska.
Chłopak miał łzy w oczach, kiedy przekazał wiadomość rodzicom.  Ojciec nic nie powiedział, ale jego spojrzenie mówiło, jak wielki spotkał go zawód.
Kilkanaście tabletek przeciwbólowych miało załatwić sprawę. Niestety matka wróciła wcześniej do domu. A może na szczęście? Nie, chyba nie. Bo co to za życie, jeśli nie można robić tego, co się kocha, co było jego życiem od najmłodszych lat?
W szpitalu nie chciał rozmawiać z psychiatrą, dlatego skierowano go na obserwację na oddział psychiatryczny.
. Lekarze straszyli matkę, że takie próby mogą się powtarzać. Ojciec chodził wściekły, że wstyd mu przynosi. Ciągle kłócili się z matką, w końcu rozwiedli się. Przez niego. Bo nie miał wystarczająco zdrowych oczu, aby zostać żołnierzem. 
Kilka tygodni później próbował rozbić się na motorze. Nie miał prawa jazdy, wsiadł i rozpędził się na trasie szybkiego ruchu. Zginęło dwoje dzieci i ich ojciec, kierowca czerwonego opla astry, zaś matka walczyła w szpitalu o życie.
On znów przeżył. Czy to jakiś Anioł Stróż chce go zmusić do życia za wszelką cenę?
W szpitalu opiekowała się nim pielęgniarka Dorota. Jej jasnorude włosy od razu zrobiły na nim wrażenie. Ale Dorota opiekowała się też kobietą, która przez niego straciła całą rodzinę.  On też słyszał, jak nocami wyła z bólu i rozpaczy. Podczas jednej z takich nocy wyjął sobie wszystkie wenflony i próbował wstać. Odnalazła go Dorota. Tej nocy długo z nim rozmawiała.
- Nie masz już wpływu na to, co było. Musisz zacząć żyć i myśleć o przyszłości. – tłumaczyła mu łagodnym, melodyjnym głosem, który wprawiał go w stan błogości.
Dobre sobie! Zacząć żyć i myśleć o przyszłości?! O jakiej przyszłości, do jasnej cholery?! Przed nim nie ma przyszłości.  Żadnej.
Ale dziewczyna nie straciła rezonu. Przychodziła do niego codziennie, także poza dyżurami i wyciągała siłą ze szponów depresji.
Wkrótce po jego wyjściu ze szpitala zaręczyli się, a po roku wzięli ślub.
- Córeczko, czy ty jesteś pewna, że chcesz za niego wyjść? On jest słaby, trzy razy próbował popełnić samobójstwo. – martwiła się pani Ewa, mama Doroty;
- Wiem mamo, ale on dzięki mnie odzyskał chęć do życia. Widzisz, poszedł do pracy w sklepie, kocha mnie. – Broniła narzeczonego dziewczyna;
- Zastanów się jeszcze, proszę. – Ewa nie dawała za wygraną.
Ale Dorota kochała Adama całym sercem. Nie miała żadnych przedślubnych wątpliwości.
Ślub wzięli w kwietniu, rok później urodził im się syn – Karol. Niedoszły wojskowy cieszył się z narodzin syna, ku przerażeniu żony, zaczął snuć wizje przygotowania go do wojska. Pierwszą zabawką, jaką mały Karolek dostał od dziadka, był komplet żołnierzyków, od ojca – karabinek.
- Mamo, proszę Cię, tylko nie mów, że tak mówiłaś! – prosiła Dorota płacząc.
- On z nim non stop ogląda Czterech Pancernych i tłumaczy, jakie czołgi, jakie armaty i tak dalej. Ja nie wiem, co mam robić! – Ewa słuchała wynurzeń córki z przerażeniem.
- A rozmawiałaś ze swoją teściową? – zapytała z troską w głosie Ewa
Oczywiście, że rozmawiała.
- Kochana, oni od pokoleń mają świra na punkcie wojska. Ja przez całe życie chciałam Adasia chronić, ale jak widzisz, nie udało mi się. Przykro mi to mówić, Dorotko, ale wydaje mi się, że jedyne, co możesz zrobić, to ograniczyć kontakty syna z ojcem i dziadkiem.  
Obie wiedziały, że jeżeli zwrócą uwagę Zygmuntowi, ten walnie pięścią w stół i powie:
- Mój wnuk musi wyrosnąć na mężczyznę, a nie na jakiegoś wymoczka, jasne?!
Dorota właśnie kończyła przygotowanie niedzielnego obiadu, gdy jej mąż z pięcioletnim synem wrócili ze spaceru.
- Co się stało? – zapytała widząc zdenerwowanie męża;
- Wiesz, jest demokracja w kraju. Prawda? – krzyczał zbliżając się do niej. Przerażona zrobiła krok do tyłu.
- No, prawda – zgodziła się na wszelki wypadek;
- A właśnie, że guzik prawda. Ja nie mogę z dzieckiem wejść na film, bo ktoś uznał, że to nie dla dzieci. Dla innych dzieci może nie, ale dla mojego syna byłby to bardzo dobry film. Od małego powinien poznawać historię; - dalej krzyczał, a ona czuła, że będą kłopoty.
- Owszem, a kto Ci zabrania uczyć syna historii? – zapytała niepewnie;
- Chcieliśmy iść na Bitwę Warszawską, ale tam wpuszczają tylko od dwunastu lat. Do trzech kin nas nie wpuścili! Wyobrażasz sobie?! – krzyczał zrzucając z siebie kurtkę. Klucze z brzękiem upadły na podłogę.
- Dobrze, uspokój się. Przecież on jest za mały na takie filmy! – próbowała protestować.
- A tam za mały! – Ja w jego wieku znałem już Czterech Pancernych na pamięć!
Karolek rósł, coraz więcej rozumiał z tego, co dzieje się wokół niego. A działo się sporo. Nauczycielki  skarżyły się, że chłopiec jest agresywny wobec kolegów i jedyne zabawy, jakie proponuje, to walki, wojny, bitwy. Nie potrafi się bawić w nic innego.
- Bo to mężczyzna! A te baby chcą go uczyć szycia i gotowania, żeby wyrósł na jakiegoś pedała! – podsumował jedną z rozmów z wychowawczynią.
- Adam! – próbowała zwrócić mu uwagę;
- A co? Przecież prawdę mówię! – nie dawał za wygraną.
- Ale nie możesz usprawiedliwiać jego agresji! – próbowała sprowadzić rozmowę do rzeczywistych problemów Dorota.
- Słuchaj – chwycił ją za brodę tak, że się lekko przestraszyła. – mój syn musi wyrosnąć na mężczyznę, a nie na pierdołę saską. I niech te babska się od niego odpierdolą.
- Puść mnie! Ale on nie może bić innych dzieci! –  mówiła Dorota
- Co ja poradzę, że inni chowają takie niedojdy, które się dają! Może on nauczy te dzieci życia, bo nauczyciele raczej nie potrafią. – odpowiadał Adam;
- Przestań pieprzyć takie dyrdymały przy dziecku. – Pielęgniarka zdenerwowała się nie na żarty.
- A co, niech wie, co w życiu najważniejsze! Walczyć o swoje. Niech zdzieli raz, czy drugi taką babę, to jej się we łbie przekręci. – Takie kłótnie miały miejsce w ich domu coraz częściej. Na efektu długo nie trzeba było czekać.
Karolek pewnego dnia powiedział do Pani, która wydała mu niezbyt ciekawe polecenie:
- Odpierdol się ode mnie! – po czym rzucił w nauczycielkę nożyczkami.
Adam zrobił w szkole awanturę. Wtedy nauczycielka poprosiła sąd o wgląd w sytuację rodzinną.
W domu zjawił się kurator. Andrzej Sowicki, wysoki, potężnie zbudowany mężczyzna około pięćdziesiątki. Przywitał się z Karolem i jego rodzicami, następnie poprosił syna o udanie się do innego pokoju, następnie zaczął rozmowę z rodzicami. Nie uszły jego uwadze zwroty skierowane do żony:
- Zamknij  się!
- Jesteś głupia!
- Odwaliło Ci?
Następnie porozmawiał z chłopcem.
Karol został też poddany badaniu psychologicznemu. Okazało się, że jest inteligentnym dzieckiem. Przyczyną agresywnych zachowań są wzorce wyniesione z domu, szczególnie nauki tatusia.
Adam omal nie pobił pani psycholog, która starała się mu jasno wytłumaczyć, że szkodzi własnemu dziecku.
- Proszę panią, ja jestem ojcem i ja wiem co jest dla niego dobre.
- Proszę pana, oglądanie z  dzieckiem filmów wojennych,  akceptowanie bicia i wulgarnych odzywek do nauczycieli to nie jest dobre dla dziecka, zapewniam pana .
- Słuchaj, blondyna, bo jak ja Ci przyłożę – wyciągnął rękę w kierunku specjalistki, ale ona się nie przestraszyła, tylko stanowczo powiedziała:
- Niech pan sobie nie pozwala, bo wezwę ochronę.
Odpowiedzią był atak. Interweniowała policja. Ojciec Karola został zabrany na czterdzieści osiem godzin. Po powrocie po raz pierwszy pobił żonę i syna.
Gdy Karolek po trzydniowej nieobecności pojawił się z siniakami na twarzy i rękach, wychowawczyni bez wahania zawiadomiła kuratora. Pan Andrzej nie bał się Adama,  zmotywował Dorotę do złożenia zeznań na policji, gdzie założono niebieską kartę, w wyniku której agresywny tatuś otrzymał wyrok czterech lat pozbawienia wolności.

Komentarze