W gwiazdorskim domu
13. W gwiazdorskim domu
To
był słoneczny, majowy dzień. Na ulicy Jana Olbrachta, wzdłuż szpaleru
jednakowych, trzypiętrowych budynków, w ostatnim czasie nieco zróżnicowanych
kolorystycznie, kwitły fiołki, niecierpki i inne piękne kwiaty. Na parterze bloku
pod numerem siedemnastym siedziała szczęśliwa kobieta. Dorota Mazurska, wysoka
blondynka o jasnoniebieskich oczach i sympatycznym uśmiechu. Uśmiech, który w
ostatnim czasie rzadko gościł na jej twarzy, znów miał szansę się ujawnić.
Poprzedniego dnia sąd uznał, że jej nieco zdemoralizowany syn może wrócić do
domu, zaś ona sama odniosła pierwszy od dawna sukces literacki. Wydawnictwo
„Okno” zdecydowało się wydać jej pierwszą od dawna powieść pt. „Złote
szaleństwo”. O perypetiach żony mistrza świata w podnoszeniu ciężarów, do której
inspiracją była zaprzyjaźniona Ola Rubaj, żona polskiego mistrza. Oczywiście
opowieść stanowiła fikcję literacką, jednak czytelnicy nie ustawali w
odnajdywaniu różnych analogii oraz nieścisłości.
Sukces
oznaczał pieniądze, czyli fakt, że już niedługo kobieta będzie w stanie
samodzielnie, bez pomocy rodziców utrzymać mieszkanie, które kupiła tuż po
rozwodzie. Szanowny Pan Mąż ułożył już sobie życie z dziennikarką, spodziewał
się kolejnego dziecka. Jeszcze przez długi czas musiała ukrywać się przed
żądnymi sensacji dziennikarzami, którzy chcieli weryfikować rewelacje jej
eksmęża. Ona, wbrew temu, co on opowiadał w mediach, nie walczyła z nim o pieniądze. Jedynie o
dziecko. Kupiła sobie mieszkanie i na powrót zaczęła pisać. Udało jej się
odbudować pogubione relacje z przyjaciółmi, co pomogło jej odnaleźć w sobie
inspiracje do kolejnych książek.
*
Dwie
młodziutkie studentki polonistyki – blondynka o niebieskich oczach, Dorota i
nieco niższa, szczupła szatynka z kręconymi włosami, Ola postanowiły zrobić
przerwę w poznawaniu tajników gramatyki polskiej i wybrały się na wieczorny
koncert „Bajmu”. Tam zwróciło na nich uwagę dwóch wysokich, dobrze zbudowanych
chłopaków. Wyższy, brunet o ciekawej mimice twarzy okazał się być studentem
Szkoły Teatralnej. Drugi, nieco niższy miał bardzo wysportowaną sylwetkę, był
wschodzącą gwiazdą warszawskiej lekkiej atletyki.
Tak
rozpoczęła się miłość Doroty i Wojtka Mazurskich.
Wojtek
był studentem szkoły teatralnej. Pochodził z artystycznej rodziny, mama -
Joanna Mazurska była znaną na Podlasiu malarką, ojciec muzykiem, brat reżyserem
filmowym, wybór drugiego syna (aktorstwo) został przyjęty zupełnie naturalnie.
Zwłaszcza, że już na pierwszym roku studiów zagrał w jednym z najbardziej
popularnych seriali, wprawdzie epizodyczną rolę, ale stał się rozpoznawalny.
Dorota zaś nie miała artystycznych korzeni. Jej mama była nauczycielką
matematyki, ojciec bibliotekarzem. Gdy córka oznajmiła, że wybiera się na
polonistykę, zgodzili się, bo sądzili, że będzie uczyła w szkole. Bo co innego
mogą robić poloniści. Artystyczny świat nie był im bliski. Gdy wydała swój
pierwszy tomik poezji, Wojtek został poproszony o recytację jej wierszy na
spotkaniu autorskim, w Warszawie. Wtedy ich relacja nabrała rumieńców. Zaprzyjaźnili
się, zaczęli się spotykać już codziennie. Dorota wydała zbiór opowiadań, zaś
młody aktor otrzymał angaż do Teatru „Nowego”.
Rodzice
Doroty nie byli przychylni. Aktorski świat nie był im znany, kojarzył się z
dużą swobodą obyczajów, rozwiązłością i wszelkim złem. Wybór studiów córki
zaakceptowali, sądząc, że będzie uczyła polskiego w szkole, bo to konkretny
zawód. Jej artystycznych wizji nie przyjmowali do wiadomości.
Zięć
aktor, który w serialu grał bawidamka, bałamucącego młode dziewczyny, nie
budził ich zachwytu. Plotkarska prasa rozpisywała się o jego romansach. Państwo
Albiniakowie, przerażeni wycinali skrupulatnie artykuły z prasy, nagrywali dla
córki co bardziej pikantne odcinki serialu. Jednak Dorota miała zaufanie do
narzeczonego, cieszyła się, że paparazii jeszcze nie dowiedzieli się o niej.
Po
uzyskaniu dyplomów wzięli ślub i rozpoczęli pracę. Dorota ku radości rodziców,
została nauczycielką polskiego w podmiejskiej szkole podstawowej. Bardzo nie
lubiła tego zajęcia. On zaś dostał na dzień dobry etat w teatrze, oraz został
zaangażowany w dużej produkcji filmowej. Kupili niewielkie mieszkanie na
warszawskim Mokotowie. Wojtek, mimo iż nie miał urody amanta, już wkrótce zagrał w kilku znaczących polskich
produkcjach filmowych i jednej zagranicznej, przez cały czas grał w teatrze,
zaczął pisać scenariusze filmowe. Rozwijał się, pracował.
Nauczycielska
kariera młodej pisarki trwała jeden rok szkolny. Sama czuła, że nie nadaje się
do tego zajęcia. Nie miała dobrego kontaktu z uczniami, nie potrafiła zarazić
ich swoją pasją. Czasem zazdrościła Ali Koreckiej czy Joli Gajdzie,
umiejętności wychowawczych. Miała jedynie nadzieję, że nie ma na sumieniu
traumy literackiej żadnego ucznia. Gdzieś tak na początku kwietnia stwierdziła,
że jest w ciąży. Wiadomość ta przyniosła jej ulgę. Oznaczała uwolnienie się od
niezwykle męczącego zajęcia. Pod koniec roku, tak na początku grudnia urodziła
słodkie, różowe niemowlę – Patryka.
Po
porodzie spędzała całe dnie w domu,
zajmowała się dzieckiem, pisała. Ale coraz mniej. Miała wrażenie, że traci
wenę. Jej relacje z innymi ludźmi stawały się coraz bardziej ubogie, nie
dostarczały jej potrzebnych twórczości wrażeń. Opieka nad dzieckiem pochłaniała
ją całkowicie. Jedyne, co potrafiła
pisać, to bajki dla dzieci. Patryk rósł, jak na drożdżach, i bardzo lubił
słuchać opowieści swojej mamy. W opiece chętnie pomagały obydwie babcie. Mama
Doroty pewnego dnia powiedziała do córki:
-
Dorotko, zobacz, jaki on jest gruby, chyba musisz mu zmienić dietę.
Polonistka spojrzała na
swego syna i zgodziła się z matką. Mały Patryczek przypominał pączka. Następnego
dnia przyszła do pomocy teściowa, przyniosła całą masę ciasteczek, soczków,
parówek i wiele innych rarytasów.
-
Mamo, on jest za gruby, nie możesz go tak przekarmiać. – zwróciła jej uwagę
młoda matka;
- Sama jesteś za gruba, stara krowo! Sama sobie rób dietę. Widzieliście
ją, co to wymyśliła. Dziecko będzie odchudzać! – utyskiwała przez cały dzień,
dogadzając wnukowi.
Wrócił Wojtek. Był zmęczony
po przedstawieniu, w którym grał główną rolę, odebrał już telefon od matki.
Starsza Pani nie przebierała w słowach wyrażając swoje zdanie na temat synowej.
- Dośka, przesadzasz, on
wcale nie jest taki gruby. Wiesz, że z
moją matką nie warto zadzierać. – tłumaczył żonie;
- I dlatego, żeby nie
zadzierać z mamusią, doprowadzę swoje dziecko do otyłości i innych chorób. Tak
to sobie wyobrażasz? – Dorota była mocno zirytowana tokiem myślenia swojego
męża.
- Przestań, o jakiej ty
otyłości mówisz? On może ma trochę kilogramów za dużo, ale czy on jeden na
świecie, nie ma powodów do obaw. Dzieci z tego wyrastają.
Czas mijał. Dorota wciąż
pracowała w domu. Wciąż pisała, choć miała duże trudności z wydaniem swoich
dzieł. Kolejne wydawnictwa nie odpowiadały na jej prośby o wydanie. Opiekowała
się dzieckiem, jak najlepiej umiała, jednak wciąż nie potrafiła opanować
nadmiernego apetytu syna.
Prawdziwe problemy
zaczęły się wtedy, gdy Patryk poszedł do szkoły. Okazało się, że zabiera
dzieciom jedzenie, nauczycielom opowiada, że nie dostaje w domu jeść. Wojtek
strasznie się złościł, gdy był wzywany do szkoły.
Młody aktor przeżywał
swoje pięć minut. Grał w trzech serialach, brał udział w większości polskich
produkcji filmowych, zajmował się dubbingiem. W kolorowych gazetach roiło się
od zdjęć, artykułów na jego temat. W niektórych wspominano o żonie
niespełnionej poetce, czasem pokazywano zrobione z ukrycia zdjęcia całej
rodziny. I dopiero na tych zdjęciach dostrzegł, że jego syn zdecydowanie różni
się od rówieśników. Na dodatek zaczęły
do niego docierać pogłoski o tym, że w domu pojawiła się pani z pomocy
społecznej, zawiadomiona przez szkołę, że chłopiec zabiera dzieciom jedzenie i skarży
się na zaniedbanie przez rodziców. Nietrudno przewidzieć, że taka informacja
nie wpływała dobrze na wizerunek gwiazdora.
-
Siedzisz całe dnie w domu i nie potrafisz zadbać o dziecko, jak on wygląda! –
krzyczał oglądając kolejne kolorówki.
-
Ja? A kto mi mówił, że przesadzam? Ty i twoja mamusia! – odgryzała mu się żona.
Była coraz bardziej sfrustrowana.
Patryk
też zaczął sprawiać coraz więcej problemów. Coraz częściej koledzy dokuczali mu
w szkole, on zaczął się wdawać w bójki, związał się z niezbyt ciekawym
towarzystwem. Jego niektóre wyskoki zaczynały trafiać do mediów, co wzbudzało
złość aktora.
-
Złej baletnicy przeszkadza rąbek w spódnicy, najpierw moja matka, teraz nie
wiadomo co, rozpuściłaś go jak dziadowski bicz. – kłócił się w rzadkich
momentach obecności pomiędzy planem filmowym, a próbami w teatrze.
Kiedy
kolorowe media zaczęły się rozpisywać o romansie gwiazdora ze znaną
dziennikarką, Dorota (ku swojemu zaskoczeniu) przyjęła to bez większych emocji.
Patryk zaś uciekł z domu i niebawem został przyłapany na kradzieży i rozboju. To
był koniec małżeństwa. Syn trafił do zakładu
poprawczego, gdzie wszyscy zadawali sobie pytanie: Jak chłopak z dobrego,
artystycznego domu może być tak zdemoralizowany?
Komentarze
Prześlij komentarz